„Drugie dziecko będzie na pewno inne od pierwszego“ słyszałam, jak tylko komuś po narodzinach Pierwszego prowokacyjnie oznajmiałam, iż więcej dzieci nie planuję. Taka ze mnie mistrzyni prowokacji, choć najbliżsi wiedzieli oczywiście, że marzy mi się jeszcze ktoś. A jednak bałam się hasła „powtórne macierzyństwo”, bo Pierwszy zawsze był i jest dla mnie synem idealnym, wymarzonym i nie zmieniłabym w nim nic, nawet gdybym mogła.

Będąc w ciąży nigdy nie myślałam o jego wyglądzie. Ale gdy się urodził nie byłam niczym zaskoczona. To był po prostu On. Przez kilka pierwszych tygodni i miesięcy życia nie myślałam o jego osobowości. Jest taki jaki ma być, wszystko co mówi i robi, nawet jak mnie denerwuje, wpisuje się w mój obraz syna idealnego. Idealnego dla mnie.

W pewnej chwili sam siebie nazwał Panem Zajączkiem. I aż dziw bierze, jak trafnie to zrobił. Odważny jest bowiem tylko wśród mniejszych, a gdy coś go przestraszy czym prędzej chowa się do swojej nory (tu mam na myśli namiot z Ikei) i siedzi cicho.  Uwielbia marchewkę i jest wrażliwy na wszelkie bodźce. Trzeba go delikatnie tulić i uważać, by nie spłoszyć, gdy koncentruje się na pokazaniu czegoś nowego. Od początku był długi i chudy i miał jakiś taki zajęczy wyraz twarzy. Do tego spał ze szmatką w kształcie zajączka. Jego narodziny przewróciły mój świat do góry nogami, bo czekałam na niego kilka lat, dlatego też bardzo powoli, porządnie i rzeczowo przygotowałam się do porodu, połogu i karmienia.

A potem urodził się Drugi. Gdzieś w międzyczasie pracy, w dniu święta państwowego, bo pewnie inaczej nie zakodowałabym skurczy. Zupełnie nie spakowana pojechałam go urodzić, ale nawet nie zdążyłam pomyśleć co i jak, bo po 4 godzinach był na świecie. Wykąpałam się, zakręciłam loki, popłakałam, bo był w inkubatorze. Nazajutrz już na luzie karmiłam i odpisywałam na maile. I zdałam sobie sprawę, że…

…będąc w ciąży nigdy nie myślałam o jego wyglądzie. Ale gdy się urodził nie byłam niczym zaskoczona. To był po prostu On. Przez kilka pierwszych tygodni i miesięcy życia nie myślałam o jego osobowości. Jest taki jaki ma być, wszystko co robi (bo jeszcze nie mówi), nawet jak mnie denerwuje, wpisuje się w mój obraz syna idealnego. Idealnego dla mnie.

Dostał lwie imię i przytulankę w kształcie lwa. Bo choć na początku z powodu podłużnego pyszczka, szpiczastego noska i, cokolwiek to znaczy, „lisich oczu“ wyglądał jak mały, wystraszony lisek, to dość szybko odkryłam, że wydaje bardzo lwie odgłosy. W ciągu kilku tygodni stał się pulchny, dobrze zbudowany, mocny. Okazało się też, iż ma iście lwi charakter – dostojny pan i władca absolutny, rządzi w domu niepodzielnie, podporządkowuje sobie wszystkich dając w zamian morze ciepła, czułości i wieczorne mruczanki. Nijak to lisim zachowaniem nazwać nie można, toteż został on głównie z tego powodu przemianowany na Pana Lwa. Te mruczanki mają bowiem magiczną moc. Sprawiają, że bez mrugnięcia okiem wybaczam mu kataklizmy z całego dnia.

Mam więc ich dwóch. Tak, są od siebie bardzo różni. Ale tak samo dla mnie idealni, ukochani i wyjątkowi. Narodziny Pierwszego były cudem i szokiem, narodziny Drugiego naturalną prokreacją i lekkim egoizmem – aby zapewnić sobie trochę wolnego czasu za parę lat organizując Pierwszemu towarzysza do zabawy.

Pierwsze dziecko zmienia wszystko. Pomiędzy byciem we dwoje a byciem we troje jest ogromna różnica. Drugie dziecko brutalnie mówiąc, nie zmienia już wiele, choć na pewno napina budżet. Mieć jedno, dwoje lub troje to już zawsze znaczy „mieć dzieci“. To zupełnie różny biegun od „nie mieć ich wcale“.

Dlatego mam wrażenie, że emocjonalnie mogłabym być matką jeszcze kilkorga. I wiem, że każde, choć zupełnie inne niż pozostałe, byłoby idealne dla mnie.

1 KOMENTARZ

  1. Dzięki za ten artykuł :-). to całkiem jak u mnie :-). Dodalabym jeszcze, ze być mamą po raz drugi jest łatwiej bo
    1. Nie przejmujesz się zupelnie tym co mowia inni. Wychowujesz juz pierworodnego i dokladnie masz swoje sposoby na wszytsko.
    2. Wiesz, ze kolki się kiedys skonczą, zęby wyjdą, a dzieci placzą bo nie potrafią mówić i to jest ich sposób komunikacji.
    3. Ciezkie noce sie w koncu skoncza i bedziecie przesypiac cale noce.
    4. Taki wspanialy czas bycia mama juz sie nie powtorzy u tego dziecka na tym etapie. Nie czekasz, az dziecko usiadzie, zacznie raczkowac czy chodzic. Po prostu to nastepuje a dla Ciebie jest to radoscia.
    Drugi raz mniej strachu, drugi raz wiecej radosci.

Odpowiedz