Dzieci w domu bywają nieznośne. No dobrze, zazwyczaj wszędzie bywają nieznośne. Ponoć to dlatego, że się nudzą i że w domu mają za dużo bodźców spowodowanych między innymi jaskrawymi kolorami. Do tego jeszcze włączony telewizor i jedzenie z nudów gwarantuje nadwyżkę energii u przedszkolaków. A spacer pomaga tę energię wystrzelić w kosmos, do tego zielone uspokaja. Pod warunkiem oczywiście, że spacerujemy wśród zieleni.

Moje dzieci i ja mamy takie szczęście, że mieszkamy na Kaszubach. Blisko morza, na terenie pagórkowatym, porośniętym lasami. Miejsca do spacerów mnóstwo, a atrakcje dla rodzin z dzieciakami mnożą się jak grzyby po deszczu. Pomijając tak tradycyjne miejsca, jak gdyński bulwar z placem zabaw na plaży czy, bliższy mi znacznie, Park Majkowskiego w Wejherowie z placem zabaw, którego nie powstydziłoby się duże miasto europejskie oraz pobliska Kalwaria, po której można przepędzić całe stado przedszkolaków, są trzy jeszcze, które z dziećmi odwiedzam co roku. I, uwaga! nie są to plaże!

Zoo w Oliwie. Kto był, ten zrozumie, dlaczego warto spędzić tam dzień. Już pal licho z tymi zwierzakami. Z ptakami, gadami, żyrafami, słoniami, małpami. Park jest olbrzymi, ma bardzo dużo szerokich ścieżek, ławeczek, miejsc zalesionych, w których jest cień, gdy panuje upał. Gdy moja starsza córka miała półtora roku przeszła całe zoo w pięć godzin. Powolutku do celu, zatrzymując się przy każdej klatce. Córka młodsza jeszcze tam nie była, ale zakładam, że z jej temperamentem oblecimy całość w dwie godziny. A to i tak o wiele więcej niż spacer po gdańskiej Ikei (tę polecam na sezon jesień-zima).

Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku. Wycieczka całodniowa, bo dojazd z mojego miasta zajmuje ponad godzinę. Po drodze warto wejść na szczyt Wieżycy – najwyższego wzniesienia na Pomorzu. W samym Szymbarku atrakcje dla każdego, chociaż ich tematyka jest tak różnorodna, jak w sklepie „Wszystko po 5 zł”. Jest najdłuższa deska świata, jest dom postawiony do góry… hmm.. fundamentami, jest Dom Sybiraka z łagrem i Bunkier Gryfa Pomorskiego. Szczypta historii, kiczu i dużo kreatywności przedsiębiorcy, który zaczął swój biznes od budowy drewnianych domów. Mnie to nie przeszkadza, ja tam jeździć lubię. Można zjeść chleb ze smalcem, kiszonego ogórasa i napić się piwa. Lub wody, bo przecież dojeżdżam tam autem. Po drodze nie ma McDonald’sa. Chwała za to kaszubskim drogom.

A teraz pomysł wójta Gniewina. Jak zauważycie, ciągnie mnie na wysokości. Kaszubskie Oko bowiem, to wieża widokowa nieopodal Gniewina, tuż obok zbiornika elektrowni wodnej w Czymanowie. Niedaleko odbywał się pierwszy w historii Przystanek Woodstock, a z wieży pięknie widać niszczejące budynki, które powstawać zaczęły, gdy w tamtym miejscu miała być budowana elektrownia atomowa. Swoją drogą właśnie w tamtych czasach, kilkanaście kilometrów dalej, mój tata kupił działkę budowlaną w okazyjnej cenie, zakładając, że woli mieszkać pod murami atomówki, ale na swojej ziemi niż u kogoś. Atomówki nigdy nie zbudowano, cena działek poszła w górę i teraz mieszkamy nieomalże w dzielnicy willowej. Chwała za to kaszubskiej ziemi.

Wracając do Kaszubskiego Oka. Dziecka na górę ciągać nie trzeba, ale warto. Zwłaszcza, że w środku jest winda. Wiem, obciach, ale komu by się chciało tam wchodzić? W każdym razie podobno przy dobrej pogodzie z wieży widać Bornholm, ale już na pewno widać całe Jezioro Żarnowieckie i Bałtyk (nie cały oczywiście). Kto zejdzie na dół może iść na obiad do restauracji, pooglądać sztuczne dinozaury, pograć w olbrzymie szachy lub wziąć dzieci na plac zabaw. Minusem tego kompleksu, także rodem ze magazynu “1001 drobiazgów” jest to, że za wejście się płaci, za wjazd na wieżę się płaci, za plac zabaw też się płaci. Ale widoki niesamowite, atmosfera piknikowa i duuuuużo trawy, żeby się dzieci mogły wylatać i zielenią uspokoić.

Oczywiście zaraz padnie pytanie, “a gdzie na plażę”? A na plażę to wszędzie, tylko nie latem, bo wtedy jest tłok. I nie znam za dużo kąpielisk, bo też nie jestem fanką wygrzewania się na słońcu i kąpieli w zimnej, słonej wodzie. Aby się pokąpać jeżdżę właśnie nad Jezioro Żarnowieckie od strony Lubkowa. Jeśli plaża to Dębki albo Rewa. Chociaż w Rewie nie ma morza. Tam jest Zatoka.


Matka Sanepid – czyli Aleksandra Michalak, autorka bloga, w którym od września 2011 roku ciętym językiem opisuje swoje zmagania i błędy wychowawcze. Absolwentka politologii i kulturoznawstwa, mama dwóch córek, mieszkanka Wejherowa. O tym, jak postrzega swoją macierzyńską rzeczywistość, można przeczytać na stronie www.matkasanepid.pl, w książce powstałej pod koniec 2012 roku w oparciu o prowadzonego bloga oraz na portalu www.siostraania.pl, gdzie regularnie będzie dzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat macierzyństwa.

BRAK KOMENTARZY

Odpowiedz