Poród przeraża. Boją się go zwykle kobiety, które przez to wydarzenie jeszcze nie przechodziły, a słyszały opowieści o porodach trwających 48 godzin, w których kobieta wiła się z bólu, błagała o litość, a ostatecznie została nacięta i szyta bez znieczulenia.

Boją się także te, które rodziły półtorej godziny, bez komplikacji i zbędnych zabiegów. Bo poród przyjemny nie jest, a to co dzieje się z ciałem kobiety szarganej skurczami nie przypomina żadnej innej sytuacji, w której można się znaleźć. A mimo tego lęku pod koniec ciąży, gdy dziecko kopie po żebrach, przekręca się o 180 stopni naciskając na pęcherz, wątrobę czy żołądek przyszłe mamy o porodzie myślą już tylko w kontekście “niech się natychmiast zacznie”. W okolicach siedmiu dni przed wyznaczonym terminem chęć wydania na świat potomka osiąga poziom iglicy Burdż Chalifa w Dubaju. Panie ciężarne zaczynają namiętnie uprawiać seks kilka razy dziennie, czym zachwycają swych partnerów, biegają po schodach jak opętane, niezależnie od tego czy zwykle mieszkają na parterze czy na 10 piętrze wieżowca, a okna w ich mieszkaniach lśnią czystością bardziej niż przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem. Co bardziej zdeterminowane pożerają kilogramy pikantnych gulaszów, a te po terminie ratują się łyżką oleju rycynowego. Dwie ostatnie metody wypróbowała autorka tegoż artykułu. Pierwszy raz urodziła dokładnie w terminie, a drugi raz na 9 dni przed…. Smak gulaszu węgierskiego pamięta do dzisiaj i nie wie czy przypadkiem jedzenie go nie bolało bardziej niż rodzenie dziecka.

Do porodu warto się przygotować psychicznie. Szkoła rodzenia to dla wielu ciężarnych świetna okazja nie tylko do poznania innych przyszłych mam, ale do zetknięcia się z osobą, która niejeden poród odbierała i która jest w stanie dokładnie opisać co czeka przyszłą rodzącą. Wiele szkół rodzenia ma swoje siedziby w szpitalu, dlatego zajęcia mogą  być wstępem do poznania dyżurujących na oddziale położniczym lekarzy, na których można trafić, gdy akurat odejdą wody albo skurcze zaczną pojawiać się co dwie minuty. To, że wiemy, gdzie się zgłosić, z kim mamy do czynienia na oddziale i jak wygląda sala do porodu może ostatecznie sprawić, że zarówno wijąca się w skurczach mama, jak i przyszły tata poczują się pewniej i skupią się na tym, by zabrać ze sobą piżamę i wyprawkę dla dziecka, a nie na przykład garnek rosołu i historyczny zegar pradziadka.

Rodząca, nawet jeśli się jej wydaje, że za chwilę padnie na korytarzu i wstanie dopiero w następnym dziesięcioleciu, musi być przygotowana na to, że będzie musiała podać swoje dane. Prawdziwe i pełne różnych cyferek. Do tego między jednym skurczem, a drugim trzeba się podpisać pod zgodą na zabiegi medyczne czy podanie dożylnie antybiotyku. Lekarz wcale nie będzie się przejmował tym, że mamy ochotę akurat w tym momencie założyć sukienkę i pójść potańczyć na bankiecie. Podpisać trzeba. W wielu szpitalach położne proponują też lewatywę. Jeśli jadłaś godzinę wcześniej kurczaka z rożna i kebab z czosnkowym sosem, warto rozważyć czy z niej nie skorzystać, by uniknąć niemiłych niespodzianek podczas parcia.

Wrogiem porodu jest bezczynność, lenistwo i próba wymigania się od ćwiczeń fizycznych. Jeśli już się poród zaczął w terminie lepiej, by się skończył szybciej niż później. Dlatego stękające ciężarne, mokre po kostki od wód płodowych, często trzymając się za  opadający już na kolana brzuch, chodzą niczym obłąkane po szpitalnych korytarzach. Oprócz spacerów krajoznawczych warto także poskakać na piłce lub wziąć ciepły prysznic. W wielu szpitalach teraz jest to normalna porcedura porodowa. Pisząca ta słowa nie skorzystała, bo rodziła piorunem po tym węgierskim gulaszu i oleju rycynowym, ale tak jest. Możecie jej wierzyć.

Podczas porodu warto oddychać. Nauczą was tego w szkole rodzenia, nawet jeśli sie wam wydaje, że przecież wiecie jak. Bardzo możliwe, że pod wpływem różnych wydarzeń przestaniecie o tym pamiętać, a wstrzymywanie oddechu nie pomaga w parciu. Zdecydowanie nie, bo dotleniony organizm jest bardziej wydajny, a siły podczas porodu trzeba mieć bardzo dużo. Nie zawsze pomaga także partner zaglądający w krocze. Pisząca te słowa swojemu mężowi założyła dźwignię i już więcej nie chciał nic widzieć. Zasadą jest jednak, że partner najczęściej siedzi w okolicach głowy. Głowy rodzącej oczywiście. Ale niestety i tak widzi sporo. Plusem sytuacji jest to, że rodzącej najczęściej już wszystko wisi, grunt, żeby gadzina wreszcie wylazła z łona i wrzaskiem oznajmiła, że jest cała i zdrowa. A po gadzinie, zwanej też noworodkiem, pozostanie jeszcze urodzić tylko łożysko, przeżyć szycie i wizytę położnej, która będzie naciskać na brzuch i zakazywać spożywania czegokolwiek przez 2 godziny.

I tak wracając do szycia… Nacięcia zdarzają się bardzo często. W szpitalu, w którym rodziła pisząca te słowa przy każdym pierwszym porodzie wykonywany jest zabieg nacięcia krocza. Samo nacięcie jest praktycznie niewyczuwalne, ponieważ położna robi je w chwili, gdy dziecko bardzo naciska główką i pojawia się skurcz. Niestety szycie jest wyjątkowo niemiłe, nawet jeśli przeprowadzone pod znieczuleniem. Wiele kobiet ma także psychiczny uraz i przez wiele miesięcy, a nawet lat może mieć wrażenie, że rana wciąż jest świeża.

Nawet jeśli poród nie jest przedwczesny, a dziecko i mama są zdrowi, mogą pojawić się komplikacje, takie jak owinięcie się pępowiny dookoła główki dziecka, nagłe silne krwawienie, wahania częstości akcji serca płodu czy zatrzymanie postępowania porodu. Jednak nie warto na wyrost martwić się o to, że i nas spotka jakaś groźna niespodzianka podczas wydawania potomka na świat. Właściwa opieka medyczna, rozwój medycyny oraz aktywność podczas porodu stwarzają olbrzymią szansę na to, że nasz poród, niezależnie od tego czy będzie trwał dobę czy dwie godziny, zakończy się szczęśliwie.


Matka Sanepid – czyli Aleksandra Michalak, autorka bloga, w którym od września 2011 roku ciętym językiem opisuje swoje zmagania i błędy wychowawcze. Absolwentka politologii i kulturoznawstwa, mama dwóch córek, mieszkanka Wejherowa. O tym, jak postrzega swoją macierzyńską rzeczywistość, można przeczytać na stronie www.matkasanepid.pl, w książce powstałej pod koniec 2012 roku w oparciu o prowadzonego bloga oraz na portalu www.siostraania.pl, gdzie regularnie będzie dzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat macierzyństwa.

BRAK KOMENTARZY

Odpowiedz