Ilość forów ciążowych i wątków na nich jest naprawdę niezliczona, dlatego szukając ciekawych tematów, bolączek ciężarnych i pytań bez odpowiedzi, na które mogłabym wraz z Redakcją jakoś zareagować na Siostrze Ani, przejrzałam dziś zaledwie ich ułamek… Choć robię to regularnie, zawsze trafiam na jakieś nowe miejsca. I zawsze wychodzi na to samo: nie potrafię „na sucho” czytać postów i nie odnosić tego do siebie, do moich ciąż, do macierzyństwa i mojej kobiecości. Wydłuża to czas mojej pracy do maksimum i powoduje, że w zasadzie jestem w niej 24 godziny na dobę, bo analizuję to, co przeczytałam, przeżywam, myślę o pseudonimach dziewczyn, które piszą smutne historie, sprawdzam adresy instytucji, które mogą niektórym pomóc… Piszę pocieszające elaboraty, współodczuwam, śmieję się i płaczę.

Bywa też, że pomimo mojej totalnej akceptacji dla świata i wyrozumiałości dla ludzi, nieprofesjonalnie irytuję się. Trudno mi jest czytać, że czyjaś fasolunia ma już 17 centymetrzyków i takie malusieńkie łapeczki i uroczy noseczek. Że ukochany mężuleczek zaraz zrobi masażyk stópek i pyszniutką kolacyjkę. Że mamunia upiekła placuszki z jabłuszkami i zaraz przywiezie je autobusikiem… Ani się obejrzę, a będzie kupowała wózeczek z pościelunią i podusią, karuzelkę z pozytyweczką i bodziaczki!

Tyle zdrobnień jest niestety naprawdę trudnych do przeczytania… Byłam w ciąży i zdaję sobie sprawę ze zmian zachodzących wtedy w kobiecej psychice i zachowaniu. Wiem, że może to być okres wszechogarniającej nas słodkości i miłości. Ale czasem naprawdę ciężko jest zrozumieć z takiego tekstu cokolwiek, jakby normalne słowa, napisane po prostu, od serca były w tej sytuacji co najmniej nie na miejscu. I choć sama nie zawsze potrafię perfekcyjnie żonglować językiem polskim, mam słabość do jego „normalności”, do używania wyrazów w ich najprostszych formach i budowania wynikowych zdań.

Często jest mi żal osób zadających na forach nowe dla nich pytania i stających się przez to ofiarami hejtu ze strony doświadczonych „forumek”, które identyczne pytanie widziały już setki razy. Niestety, na forach ciążowych jest bardzo wiele agresywnych, aroganckich i mało sympatycznych bywalczyń, które tylko czekają na potknięcie „nowej”. Nie wiem z czego to wynika i nie mnie to oceniać, ale jeśli można własnym działaniem uniknąć jadu i niepotrzebnego narażania się na negatywne emocje to trzeba tak robić, na przykład poprzez używanie forumowych wyszukiwarek :).

Zastanawiam się nad ignorancją lekarskich zaleceń i niechęcią do fachowej wiedzy… Nie twierdzę, że każda kobieta w ciąży musi wiedzieć wszystko na jej temat i znać wielkość płodu w poszczególnych tygodniach. Sama tego też nie wiedziałam, bo nie było mi to do niczego potrzebne. Jeśli jednak pojawia się jakiś medyczny problem i lekarz daje nam konkretne wytyczne, to nie rozumiem zadawanych na forach pytań w stylu: „lekarz mi zalecił, ale czy nie wystarczy, że…”. Kiedy ciężarna z cukrzycą pyta czy pijąc dwie butelki coca-coli dziennie nic nie stanie się dziecku i jej, to najzwyczajniej w świecie się smucę. Na pewno rozmawiała z diabetologiem na temat diety, ignoruje to jednak i ma nadzieję, że ktoś przypadkowy na forum utwierdzi ją w przekonaniu, że lekarz się myli… Dlatego na Siostrze Ani nie ma forum, a wszystkie okołomedyczne informacje i zalecenia konsultujemy ze specjalistami.

Bardzo często współczuję. Współodczuwam. Płaczę i użalam się nad kobietami, które zostały same w ciąży. Nad tymi, którym wydarzyły się tragedie. A nade wszystko współczuję tym, które mają ciężkie ciąże lub które wiedzą, że urodzą chore dziecko. Współczuję im, podziwiam i modlę się za nie i za ich dzieci. Myślę o nich w nocy, nie śpię, zastanawiam się, piszę prywatne, bardzo emocjonalne wiadomości…

Ciężko mi to przyznać, ale bardzo często zazdroszczę! Choć na co dzień to uczucie jest mi obce, z wyjątkiem zazdrości o męża :), to na forach internetowych zazdroszczę kobietom, że… są w ciąży. Byłam już w tym stanie dwa razy (a w zasadzie to pięć, ale dwa skutecznie) i więcej dzieci raczej nie planuję i właśnie dlatego zazdroszczę, choć nie zrozumie tego ktoś, kto nie czuje podobnie. Tęsknię za stanem oczekiwania, choć moje ciąże nie były łatwe. Wspominam jak wyjątkowo i pięknie się czułam, pomimo dodatkowych 27 kg i towarzyszącej mi opuchlizny, jak czułam się wybrana i wierzyłam, że mój brzuch to cud. Moje ciąże przyniosły bowiem nie dwa, a cztery nowe życia – kiedy urodzili się chłopcy, oboje z mężem również narodziliśmy się na nowo. Z całą cudownością i trudem, które rodzicielstwo ze sobą niesie.

I w momencie, kiedy myślę o moich ciążach i za nimi tęsknię, wyciągam album z ciążowej sesji zdjęciowej i od razu się uśmiecham :). To jedna z lepszych decyzji, jaką podjęłam będąc w ciąży (oprócz stworzenia Siostry Ani oczywiście)!

Dzięki mojej ukochanej Ewelinie, mogę przypomnieć sobie tamten czas. I choć z reguły nie znoszę czekać, to oczekiwanie na moje dzieci wspominam z wielką przyjemnością i radością. Zbudowało mnie jako nową kobietę i żonę, bo przecież matkę i pozwoliło zrobić świadomą przestrzeń dla mającego się narodzić nowego, niezależnego „ja”. Nauczyło doceniać zmianę ciała, serca, duszy i pracy. Przygotowało do powstania Nowej Rodziny, czasem poprzez bolące od środka kopniaki uświadamiające mi, że mieszka tam ktoś całkowicie ode mnie zależny… A teraz wskakuje na rower i śmiga sam, prowadząc mnie już swoimi ulubionymi ścieżkami.

I pomimo wielu polonistycznych dywagacji nad istotą słowa „fajnie” – fajnie było być w ciąży. I fajnie jest być mamą.

DSC_5103c

DSC_5311c

a2

6 KOMENTARZY

  1. O matko, nic mnie tak nie irytuje, jak nazywanie dziecka „fasolką” 🙂 Dlatego ani raz nie nazwałam tak Lenki. Ogólnie ciążowe fora wzbudzają we mnie głównie irytację (czy to właśnie zdziecinnieniem czy bezmyślnością uczestniczek dyskusji), więc zwykle je omijam.

    • Gosiu, dziękuję Ci za pierwszy komentarz na naszej nowej stronie :). Fakt, jestem w tekście dość delikatna 🙂

  2. Mimo, iż ciąża to także wiele wyrzeczeń, ja również tęsknię za tym stanem. Z kolei będąc w stanie „błogosławionym” nie mogłam doczekać się porodu i poznania małego lokatora zamieszkujacego mój brzuch. I zrozum tutaj kobietę 🙂 Jesteśmy wyjątkowe i żaden mężczyzna nie zrozumie jakie to wyjątkowe uczucie nosić pod sercem dzieciątko. To wspaniałe doświadczenie, niesamowite emocje związane z różnymi odczuciami m.in. od delikatnych motylkow po kopniaki w żebra. Ach to był cudowny czas

  3. Jestem w ciąży i tez zdecydowaliśmy się na sesje,odkad pamiętam bardzo podobał mi się klimat intymności i wyjątkowości takich zdjęć. Bo ciąża jest, dla mnie, czymś ciągle niodgadnionym, intymnym i błogosławionym. Chce to zapamiętać 🙂

  4. Mam 33 lata i jestem w 6-tym. miesiącu pierwszej ciąży. Dziękuję za ten wpis i za blog – rzetelny, spokojny, wyważony. Właśnie z powodów, o których wspominasz nie jestem w stanie czytać forów i większości portali, gdzie tabloidową polszczyzną wyjaśnia się, że np. palenie czy picie w ciąży szkodzi oraz że należy ograniczyć cukier. Albo, że aktywność fizyczna jest zdrowa… To ta sama półka porad mówiących, że należy raz dziennie się myć, albo prać skarpetki i że mięso jest zdrowe, więc warto jeść parówki…

    Moje dziecko zdecydowało się „pchać na ten świat” mimo wszystko. Mimo „złego momentu”, emigracji, kryzysu, ciężkiej pracy, schudłam wcześniej 7kg, pracowałam po 14g/dobę, a tu bam! Złoty strzał. Zadomowiło się i na dobre rozgościło. Cieszę się jak z nieplanowanego, niespodziewanego prezentu, który stwarza wyzwania, ale jednocześnie przefasonowuje moje życie i pokazuje co naprawdę jest ważne.

    Pracuję zdalnie, na komputerze, odpoczywam więcej, czy raczej: częściej, gotuję sobie zdrowo i jem na potęgę. I unikam czytania za dużo o temacie. Preeti Agraval – super. Plus historie i rady bliskich mi bab, mądrych, kumatych, które znam i wiem, że warto się na nich wzorować.

    I co mogę rzec na koniec – ciąża jest przereklamowana, jak większość naturalnych zjawisk i procesów w naszym życiu. Z jednej strony „fasolki”, sesyjki foto, wyprawki kupowane w pierwszym trymestrze i Mozart 24h, to całe zaangażowanie, przeżywanie, napompowane och i ach, a z drugiej – „panie dochtorze, tu koperta, tnij, znieczulaj, rób, co trzeba, bo ja nie wiem…Oddychać?…”

    Cud cudem, zastanawia mnie ta istotka, moją córeczka, ale nie oszukujmy się, czekam z wytęsknieniem na wiosnę, powrót do robienia brzuszków i ulubione spanie na ..brzuchu.
    Zamiast hormonalnych rozklejeń i popłakiwań, nachodzą mnie fale wqurwienia, kiedy myśle o mojej matce i pozostałych dysfunkcyjnych kobietach w mojej rodzinie, które są daleko i mi z tym ok. Nawet jakby były pod ręką, to nie chciałabym ich porad czy pomocy. Kiedyś myślałam, że inne pokolenie, stąd nieporozumienia i różnice zdań. Teraz, sama szykując sie do macierzyństwa, rozliczam się ze wzorcami wyniesionymi z domu ostrzej niż kiedykolwiek i myśle sobie, że to nie kwestia generacji, internetów, czytania miliona książek itd.,, tylko posiadania jaj, dojrzałości, odpowiedzialności, życiowej mądrości.
    Rozwala mnie nie ile godzin będę rodzić, jak karmić cycem i jak wziąć noworodka pierwszy raz na ręce, tylko jak być dobrą mądrą matką, która będzie wspierać, dodawać odwagi, uczyć świat podbijać i kochać, a nie się go bać i bym umiała nauczyć córkę umiejętności bycia szczęśliwą… Tego u mnie w rodzinie zabrakło. I widać, że w wielu innych również…

Odpowiedz